DENKO / wrzesień 2019

Kolejne kosmetyki, tak jak kolejny miesiąc dobiegły końca, w tym roku denko zwykle pokazywałam w podsumowaniach miesięcznych, ale ze względu na brak czasu muszę wrócić do starej formy, dla mnie jednak wygodniejszej. Mam do powiedzenia Wam naprawdę dużo, choć jak na moje możliwości tym razem kosmetyków nie ma aż tak wiele. Zaczynajmy!
ARGANOVE HYDROLAT DO CIAŁA I TWARZY WERBENA
To moje pierwsze zetknięcie z marką, zanim kupiłam ten produkt nie miałam nawet pojęcia, że istnieje. Sam hydrolat ma naturalny skład i silnie ziołowy zapach. Stosowałam go zamiast toniku i do rozrabiania maseczek z glinki. W drugim przypadku sprawdził się, w pierwszym nie zauważyłam żadnych efektów, jednak nie uczulił mnie, a to często przytrafia mi się w zetknięciu z naturalnymi kosmetykami, wiec to na plus. Małą wadą jest też "plijący" jednostajnie atomizer. 

L`OCCITANE CREME MAINS KARITE (Krem do rąk z 20% masła shea)
Bardzo lubię działanie tego kremu, jest bardzo nawilżający ze względu na jego cenę traktuje go jako luksusowy dodatek do torebki. Kupuję zawsze wersję mini i nie korzystam z niego na co dzień, jednak nawet używany raz na jakiś czas poprawia miękkość skóry i naprawdę widzę różnice między nim, a np. kremem z Yope, który używam w domu (ten nawilża jedynie powierzchownie i po chwili efekt znika). Zauważyłam też, że bardzo dobrze wpływa na odstające skórki wokół paznokci. Mam teraz dość dziki moment i niestety dużo pracowałam w wodzie i ogrodzie - oczywiscie bez rękawic, wiec skórki mam w opłakanym stanie, po użyciu tego kremu nie widać ich. Krem ma fajny skład: wysoka zawartość masła shea, miód, olej z migdałów; szybko się wchłania, choć nie znika z rąk i pachnie dość staromodnie, jak widać nie można mieć wszystkiego - a szkoda.
DROP OF ESSENCE BIO PERFUMY YLANG YLANG
Bio perfumy w tym przypadku to 99% oleju arganowego i 1% naturalnej esencji zapachowej, dla mnie zupełna nowość i zaskoczenie, gdyż okazały się trwałe. Oczywiście używa się ich na skórę, by nie zniszczyć ubrań, jednak ja na nadgarstku czułam je cały dzień. Sam zapach duszący, mi kojarzy się z paczuli, ale jeśli zaglądacie tu częściej, to wiecie, że jestem bardzo słaba w opisywaniu zapachów.  Perfumy dość wydajne i oleiste w konsystencji. Sama forma aplikacji przypomina próbkę,  dodatkowo buteleczkę trzeba odkręcać dla mnie to lekko meczące, gdy śpieszę się rano. 

LUSH DREAM CREAM BALSAM DO CIAŁA
Lush to Lush, ciągle niedostępny u nas powiew zachodu ;p A tak na poważnie to naprawdę wysoka jakość i wydajność. Produkty naturalne, w prostych minimalistycznych opakowaniach (ale to pewnie już dawno, doskonale wiecie ;p) i zwykle o świetnym zapachu, piszę zwykle, bo ten balsam pachnie specyficznie. Osobiście, choć bardzo zapach podobał się w sklepie, to gdy nakładałam go na siebie mocno mnie drażnił, jest niby miętowy, niby ziołowy. Ma luźna, choć bardziej gęstą konsystencję i naprawdę dobrze nawilża, a nie obciąża skóry, od razu się wchłania i daje efekt odświeżenia, fajne gdy jak ja lubicie gorące prysznice. Ten balsam oprócz tego, że robi to co powinien każdy dobry balsam, łagodzi skórę po depilacji, goleniu, czy z uczuleniami. Jeśli macie tendencje do zaczerwienień, czy "truskawek" po goleniu, ten produkt radzi sobie z nimi, jak żaden inny. Jest naprawdę genialny i mówię to ja, która raczej nie zachwyca się produktami do ciała, wielka szkoda, że w Polsce Lush ciągle nie jest dostępny.
JOHNSON'S SHINY DROPS (Odżywka do włosów w sprayu)
Zdaje sobie sprawę, że marka Johnson budzi mieszane uczucia, wiem też, że to odżywka dla dzieci, ale w moim przypadku włosów kręconych i raczej suchych, ten spray sprawdza się o niebo lepiej od większości drogeryjnych odżywek w tej formie. Spray nawilża, zmiękcza i nabłyszcza, ułatwia też rozczesywanie. Naprawdę trudno znaleźć inną odżywkę w sprayu, która sprawia, że włosy są lejące, i miękkie, a nie sztucznie wygładzone. Spryskuję go tak, jak nakładam odżywkę zawsze od wysokości ucha, by nie obciążał włosów od samej nasady. Na pewno to nie produkt dla wszystkich, nie sądzę by działał tak samo przy cieńkich lub przetłuszczających się włosach, dla gęstych i kręconych to będzie to.


SEPHORA COLECTION PŁYN MICELARNY
Kupiłam go w promocji za jakieś 25zł, regularnie kosztuje 69,00 i szczerze mówiąc tyle jestem w stanie wydać tylko na Bioderme i to z sentymentu, bo obecnie na rynku drogeryjnym jest pełno świetnych micelari. Jednak skupiając się na tym płynie nie mam mu nic do zażucenia, makijaż rozpuszczał łatwo i szybko, naprawdę dokładnie można nim oczyścić twarz. Nie używam kosmetyków wodoodpornych, ale radził sobie dobrze z zastygającymi pomadkami. Mam małe zastrzeżenia do aplikatora, jest pomysłowy, bo to pompka którą dociskamy wacikiem, niestety pryska na wszystkie strony, a tylko część zostaje na płatku; gdyby nie to na pewno płyn byłby jeszcze wydajniejszy. Generalnie bardzo ok, ale jednak nie za tę cenę.
FRUCTIS GOODBAY DAMAGE OLEJEK NA KOŃCÓWKI
Ten produkt pojawia się na blogu bardzo regularnie i to od lat, zawsze gdy skończy mi się jakiś droższy olejek, który mnie zawiedzie sięgam po niego, trochę z przyzwyczajenia, trochę bo naprawdę widzę, że chroni końce przed rozdwajaniem. Ponda to jest przystępny cenowo, wydajny i przyjemnie pachnie.

ISANA STYLE 2 CREATE SPRAY TERMOOCHRONNY
Produktu użyłam wyłącznie dwukrotnie i nie jestem w stanie ocenić jego działania, wszystko dlatego, ze względu na wadę atomizera, całkowicie rozlał mi się w walizce podczas wakacji. Musiałam kupić coś na szybko przed wyjazdem i niestety zemściło się to na mnie i moich ubraniach w bardzo przykry sposób. 
L'BIOTICA BIOVAX CAVIAR ODŻYWAKA W PIANCE

To takie idealne wyjście awaryjne, bardzo lubię mieć pod prysznicem odzywki, które można nałożyć w bardzo awaryjnej sytuacji dosłownie na minutę i zmyć a efekt jest widoczny. To jeden z tych przypadków, gdyż odżywka bardzo wygładza moje włosy, a wiadomo w przypadku kręconych i gęstych włosów już to robi dobry efekt. Forma pianki bardzo wygodna i co istotne działa atomizer bez zarzutu. Bardzo zaskoczyła mnie ogromna wydajność, szczególnie jak na piankę, odzywkę miałam miesiącami, choć nie stosowałam jej co mycie. Dodatkowym walorem jest przyjemny perfumowany zapach. Podsumowując Wygładza i pomaga rozczesać włosy bez problemu. 

L'OREAL HAIR TOUTCH UP (Spray maskujący odrosty)
Kupiłam go bardzo dawno temu i użyłam dosłownie raz, by ukryć brzydki odcień, do którego zmył mi się blond, gdy jeszcze farbowałam włosy. Z efektu byłam zadowolona. Jednak gdy przestałam farbować włosy i teraz mam już w 100% naturalne, był mi zbędny. Trzymałam go, by nie wyrzucać prawie pełnego produktu, ostatecznie szybciej się zestarzał niż go zużyłam. To jeden z bardzo niewielu przejawów mojej niegospodarności, bo naprawdę rzadko dopuszczam do takich sytuacji, ale mamcie mnie ;p Nikt nie jest idelany ;)
WIBO EYEBROW POMADE (Pomada do brwi)
Zupełnie szczerze, to nie jest zły produkt: jest trwała, stosunkowo szybko zasycha, ma ładne odcienie, jest dostępna i tania. Po pewnym czasie zasycha, ale która pomada tego nie robi? Jeśli dobrze dokręcamy słoiczek, to stanie się to naprawdę później niż wcześniej. Ale nie jest tak miękka i plastyczna jak ABH, czy nawet Inglot, mi osobiście brakuje poślizgu i takiej jakby wojskowości. Ale generalnie jest więcej plusów niż minusów, więc pewnie kiedyś kupię ją jeszcze. 


MAYBELLINE BROW SATIN ( Dwustronna kredka do brwi)
Wykręcana kredka średniej grubości z czymś w rodzaju gumki z drugiej. Sama kredka jest średnio miękka, ale niestety łamliwa, trzeba wiec być bardzo ostrożnym. Intensywność koloru można stopniować dodając kolejne warstwy. Gąbeczka z drugiej strony jest wielkim plusem, rozciera i uzupełnia braki, które ma kredka. Efekt u mnie utrzymywał się przez cały dzień, bardzo cenie też naturalne kolory dostępne w jej ofercie. Wszystko takie ok, bez szału i nie sądzę bym kupiła ją ponownie.
NIUOI MASKA ROZŚWIETLAJACA 
Wielkie pozytywne zaskoczeni z Biedronki, w saszetce jest naprawdę bardzo dużo płynu, płachta porządna, nie rozrywa się. W efekcie po "zabiegu" otrzymujemy silnie nawilżoną cerę, bardzo mocno rozjaśnioną, wręcz bielszą. Co mnie bardzo zaskoczyło skóra o poranku (użyłam maseczki w wieczornej pielęgnacji) wciąż była bardzo gładka i faktycznie miała więcej blasku. HIT! To pierwsza maseczka w płachcie od bardzo dawna, której efekty widziałam realnie. Szkoda, że to produkt limitowany. Mam jednak nadzieję, że jak to bywa w Biedrze maseczki wrócą za jakiś czas, wtedy zrobię sobie ich porządny zapas. 

Tyle ode mnie w temacie kosmetyków, które zużyłam. Wrzesień to zwykle dla mnie przejściowy czas z pielęgnacji letniej, na trochę bardziej treściwą, czego chyba po tym denku nie widać. Czekam na Wasze opinie o tych produktach i jak zwykle zapraszam do dyskusji :)

Pozdrawiam Karolina!

Komentarze

Newsletter