Ulubione rzeczy: LIPIEC 2016

Szczerze mówiąc, najtrudniejszą częścią tworzenia każdego wpisu z cyku "Ulubione rzeczy" jest dla mnie wstęp. O ile d...


Szczerze mówiąc, najtrudniejszą częścią tworzenia każdego wpisu z cyku "Ulubione rzeczy" jest dla mnie wstęp. O ile dzielenie się z Wami kosmetykami i rzeczami, które najbardziej fascynowały mnie w danym miesiącu, jest niesamowitą frajdą; to samo wprowadzenie zawsze spędza mi sen z powiek, bo ile można pisać o pogodzie? Wstęp jednak musi być, więc... Lipiec, jak to lipiec: miesiąc wakacyjny, choć tym razem pogoda w kratkę, ulice pełne i w końcu dużo koloru, to lubię!

MAKIJAŻ
Miałam okazję troszkę się opalić (oczywiście z dużym filtrem, trochę przy pomocy samoopalacza), także podkład nie jest mi aż tak potrzebny, jak zimą. Stawiam na bronzer, tu bez zmian Inglot Freedom system HD 505 /pisałam o nim już w zeszłym roku, jest nawet recenzja/, głównie makijaż opieram o brwi (testuje nowości, więcej wkrótce), rzęsy / tu też bez zmian, tusze z L'Oreal VML/ i usta! Usta są u mnie numerem jeden tego lata! Kolejny już miesiąc szaleje za GOLDEN ROSE LONGSTAY LIQUID MATTE LIPSTIC 10, ale ulubieńcem w tym miesiącu nie będzie (bo ile razy można ;p).

Eveline Velvet Matt kolor: Nude Pink 415 (kremowa pomadka do ust), produkt uwiódł mnie kolorem, jest to taka bardzo zgaszona cegła  z beżowym tonem, cudo! Konsystencja jest kremowa, ale sucha, po nałożeniu jest aksamitna, ale nie matowa, potrzebuje chwili, by zmienić wykończenie; pomadka zasycha, ale nie wtapia się w usta, przez co nie jest tak trwała, jak GR, jednak jeśli nie jemy i nie pijemy, to będzie nam towarzyszyć przez kilka godzin. Błyszczyk jest duży, ma 9 ml, ważne przez 12 miesięcy od otwarcia, co ostatnio jest popularnym standardem w produktach do ust. Warto też wspomnieć, że pomadka ma charakterystyczny, dość intensywny zapach, który szybko się ulatnia i dobrze, bo czuć w nim oprócz owoców, chemiczną nutę.

CERA
Ostatnio nie pojawiły się u mnie, żadne pielęgnacyjne nowości, wróćmy jednak na chwilę do opalania, a właściwie do ochrony przeciw słonecznej. Testowałam kilka kremów z filtrem, samodzielnych faktorów z aptek i drogerii, ostatecznie jednak wróciłam do pewniaka, odkrytego w ubiegłe wakacje. Jeśli znacie jakieś dobre i nietłuste kremy z wysokim filtrem, będę wdzięczna za podpowiedź, czego powinnam spróbować.


Clinique Sun Care Face Cream SPF30 (filtr/krem przeciwsłoneczny), tu już samo opakowanie przypomina słoneczko :) Zacznę od ceny; często, gdy słyszy się Clinique, myśli się drogo, a to jeden z tańszych filtrów, jaki znam! Za 30ml, zapłacimy w /Sephorze 29zł/. Ma zbitą formułę, która zawiera sporo wody, dzięki czemu łatwo go rozprowadzić, dobrze się wchłania, nie bieli i nie wzmaga błyszczenia cery. Skóra po aplikacji jest idealnie gładka w dotyku, krem dobrze nawilża i nawilżenie to utrzymuje się przez cały dzień, drobny minus za ciężki zapach (który trudno do czegoś przyrównać), ja akurat latem wole po prostu lekką woń, a nawet jej brak. Mnie produkt nie zapycha.

CIAŁO
Żele i balsamy odłożę na inną okazję, latem moja pielęgnacja zmienia się i sądzę, że to dobry temat na wpis podsumowując lato; by nie powtarzać się, dziś tylko wspomnę o absolutnym hicie KAŻDEGO mojego lata :)


Sally Hansen Airbrush Legs (rajstopy w sprayu), produkt dla mnie kultowy, poznałam go jeszcze w gimnazjum, gdy przechodziłam przez etap wstydu pokazywania gołych nóg, pomógł mi się wówczas przełamać, pewnie dlatego mam do niego taką słabość i stosuję rok w rok, by dodać koloru moim nogą oraz czuć się pewniej. Na rynku pojawia się wiele podobnych produktów, jednak o taką trwałość jak oferuje spray od Sally, wciąż trudno. Ponadto produkt łatwo zaaplikować, tak aby nałożyć go równomiernie (ja spryskuje go na dłoń i rozprowadzam jak balsam, a mimo to nie robi smug, ani plam).

ZAPACH
W tej kwestii chyba jestem bardzo przewidywalna, latem wole lżejsze zapachy, owocowe lub kwiatowe, zimą natomiast pudrowe i cięższe. Zwykle wybieram te same produkty w kółko i mało eksperymentuje, w tym roku wybrałam jednak coś, czego nie miałam jeszcze okazji próbować i jestem bardzo zadowolona! 


Victoria's Secret LOVE SPELL (mgiełka), w tej ślicznej i bardzo dużej butelce (aż 250ml), ukryty jest bardzo letni zapach, według opisu to połączenie kwiatu wiśni i brzoskwini, ale ja czuję tam gruszkę ;) Produkt, pachnie słodko, jednak nie ciężko; moim zdaniem świetny na lato, nie jest najtrwalszy, ale zawsze można nosić go w torebce i utrwalać cały dzień :) Już rozumiem fenomen mgiełek od VS, całkowicie przepadłam, choć broniłam się bardzo długo. Mam dwie mgiełki, kupiłam także zapach AQUA KISS, jednak nie porwał mnie, aż tak bardzo; zapach przypomina Light Blue od Dolce&Gabbana, na jego plus działa trwałość, jest dłuższa niż Love Spell.

LIFESTYLE
Lipiec był w tym roku bardzo wesoły, pełen atrakcji i wyjazdów. Odwiedziłam dwukrotnie rodzinne strony, zabrałam chłopaka (w końcu) na prawdziwe zwiedzanie Bydgoszczy, kończyłam tu liceum i mam wiele ulubionych miejsc, które wreszcie mogłam mu pokazać. Obchodziłam swoje imieniny i dzięki temu odkryłam talent do kręgli (naprawdę nie sądziłam, że to taka świetna zabawa!), świętowałam także imieniny mamy, chłopaka i jego mamy, oraz oczywiście odwiedziłam Trójmiasto! Brałam udział w konferencji See Bloggers, która naładowała mnie znów pozytywną energią i dała możliwość spędzenia czasu z fantastycznymi osobami (Buziaki dla Agaty/www.freewolnosc.pl/ oraz Aleksandry/www.zaczarowana-oczarowana.pl/). Spędziłam jeszcze po dwa dni w Sopocie i Gdańsku i o ile znam wszystkie te miasta, bywałam w nich wielokrotnie, to pierwszy raz tak naprawdę zatrzymałam się w Gdyni, odkryłam ją na nowo, ale o tym więcej napiszę poniżej.

Okulary H&M, od dawna szukałam idealnych okularów w stylu lat 70tych, warunki były trzy: okrągłe oprawki, nie za ciemne szkła (nie lubię typowo czarnych okularów) i oczywiście musiały mi pasować; jak okazało się już ubiegłego roku, spełnienie wszystkich warunków było bardzo mało prawdopodobne! I gdy już straciłam nadzieje, przestałam szukać, odnalazły się! I to w H&M :) Przecenione, polaryzacyjne z filtrem, z linii premium :) Mam nadzieję, że będę z nich długo zadowolona!


Gilmore Girls/Kochane kłopoty, jak wiadomo miesiąc bez serialu, to miesiąc stracony! W lipcu odgrzałam kotlet, wybrałam GG, serial obyczajowy, który nałogowo oglądałam w latach 2002-2009 i to każdy odcinek po kilka razy!  Zdecydowałam się na ponowną powtórkę, ponieważ 25 listopada br. Netflix wypuści 4 dodatkowe odcinki, każdy po 90 minut, które w końcu zakończą, wcześniej urwaną historię. Tymczasem obejrzałam powstałe do tej pory 7 sezonów i przepadłam na nowo, okazuje się, że nadal mam te same spostrzeżenia, sympatie i antypatie! To niesamowite jak serial ten obudził na nowo wiele wspomnień; mimo że serial oglądałam już nie raz, po dłuższej przerwie wzbudził tyle emocji! Siłą są tu fantastyczne dialogi, polecam oglądać po angielsku, by nic nie zgubić z nawiązań i humoru, który kipi z tego serialu, a jest to ciepły i inteligentny humor, o który często trudno w serialach! Moje ulubione sezony to 1-4, później Rory, a w sumie Alexis, staje się coraz większym drewnem aktorskim ;p Na szczęście pozostałe postacie trzymają poziom przez wszystkie 7 sezonów. Wiele razy mówiłam, że uwielbiam Netflix, ale teraz to już nie uwielbienie, to miłość! Szaleje za GG, a na twitterze (@kaz.zwo) spamuje ciągle informacjami o powrocie serialu. Odliczam dni do nowych odcinków i boje się, że nie wytrzymam do listopada i obejrzę serial po raz kolejny, wiem, że brzmi to, jak bym zbzikowała, ale cóż stało się, trudno;) 
PS #teamjess ;)

Gdynia, bywałam tu już wcześniej, tym bardziej jestem zaskoczona! W tym roku zobaczyłam miasto w zupełnie w innym świetle i powiem kompletnie poważnie, że gdybym miała wyprowadzić się z Poznania, poważnie rozważałabym właśnie Gdynię. Nie jest tak zatłoczona, jak Gdańsk, a od Sopotu bardziej miejska, choć ciągle czuć tu wakacyjny klimat. Turystów jest także mniej, niż w pozostałych częściach Trójmiasta, a przecież wszędzie jest bardzo blisko! W porównaniu z Poznaniem życie chyba płynie tu wolniej/spokojniej,  a przynajmniej ludzie są jacyś mniej nerwowi :) Prawdziwa plaża z morzem, mnóstwo pysznego jedzenia (i nie nie mam tu na myśli budek, wzdłuż deptaku). Mimo że miasto nie jest tak urokliwe, jak Gdańsk pod względem architektury, to podświadomie czuje, że żyje się w nim dobrze. Kuje mnie troszkę zazdrościć na myśl, o mieszkańcach, którzy już od kwietnia mogą cieszyć się pierwszymi ciepłymi dniami nad brzegiem Bałtyku, jeszcze nim pojawią się turyści. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i mam nadzieję, że szybko wrócę do Gdyni :) Przy okazji pozdrawiam mieszkańców, jestem bardzo ciekawa czy ktoś z Gdyni mnie czyta? ;)


WIDZIELIŚMY: Dar Pomorza / Plaża Gdynia / Molo Orłowo

JEDLIŚMY I POLECAMY: Chwila Moment / Belmondo / Serio
Ze względu na małą aktywność, post z ulubionymi rzeczami w lipcu jest dość obfity, mam jednak nadzieję, że nie odstraszyło to Was i przejrzeliście moich ulubieńców! Koniecznie dajcie znać, czy coś Was zainteresowało i co mamy wspólnego tym razem :)
Pozdrawiam Karolina

PODOBNE POSTY

0 komentarze

@weemini