Haul: Nowości czerwca

Czerwiec okazał się wyjątkowy, kupiłam w nim tylko te trzy widoczne na pierwszym zdjęciu produkty. Tyle, nic więcej. Sama nie mogę w ...


Czerwiec okazał się wyjątkowy, kupiłam w nim tylko te trzy widoczne na pierwszym zdjęciu produkty. Tyle, nic więcej. Sama nie mogę w to całkowicie uwierzyć, ale tak to prawda. Jest ogrom rzeczy, które chciałabym sprawdzić i wypróbować, ale moja kosmetyczka, też jest całkiem pełna, nie miałam tez zbyt wielu okazji i czasu do buszowania po sklepach, co zaowocowało tak minimalistycznym zakupami. Mimo, że podoba mi się ten widok i to spodziewam się, ze  w lipcu nie uda mi się powtórzyć tego wyczynu. Parę produktów sięga dna, mam też w lipcu imieniny, a nie ma lepszego prezentu niż nowy kosmetyk :) Ale nie uprzedzając faktów, bo mogę się zawsze przeliczyć, wrócę do zakupów z czerwca.

Dwa balsamy i mus samoopalający kupiłam na samym początku miesiąca. W czerwcu zaplanowanych miałam kilka okazji, gdzie chciałam prezentować się dobrze w sukienkach :) Dlatego postawiłam na pielęgnację ciała i dodanie mu koloru, oraz blasku.


Chcąc dodatkowo nawilżyć ciało, ale mając na uwadze swoje preferencje, zaryzykowałam i kupiłam balsam w spray od Vaseline. Postawiłam na wersję z aloesem, a w sumie złapałam się na napis fresh, uznałam, że to efekt idealny na lato. Jednak nie żałuje, balsam daje fajne uczucie na ciele, nie jest to znane mi do tej pory poczucie chłodu, ale właśnie takiego chwilowego odświeżenia. Nie mam porównania z innymi wersjami, ale Intensive Care, balsam do ciała w spray'u, Aloe Fresh wypada naprawdę dobrze. Ciało po użyciu jest gładkie i miłe, idealny jako podkład dla samoopalaczy itp. Produkt rzeczywiste nawilża, fajnie się aplikuje i dobrze wchłania, czego chcieć więcej? No własnie, dlatego odstawiłam wszystkie balsamy pod prysznic i teraz opryskuje się tylko nim :) Oczywiście trzeba go wsmarować, ale cóż nie może być idealny. Używam go co 2-3 dni od początku miesiąca i trudno mi określić ile go jeszcze pozostało.
190ml / 26,29zł - obecnie w promocji w Rossmanie za ok 22zł

O moim stosunku do opalania i o tym, że pewniej czuje się w sukience, gdy moje nogi nie są białe jak maka mogliście przeczytać w notce, która napisałam na początku miesiąca (link do posta), wtedy jeszcze nie stosowałam tego balsamu, wykańczałam Plmers, który na odchodne zrobił mi plamy. Ten balsam jednak takich niespodzianek nie sprawia, używałam go najpierw przez 3 dni codziennie, by sprawić sobie opaleniznę. Teraz używam na zmianę z Vaseline co 3 dzień, by podtrzymać efekt, który jest delikatny i subtelny. Przy codziennym używaniu kolor stawał się pomarańczowy, w przypadku rzadszego stosowania, nie wydaje się tak sztuczny, oczywiście nigdy nie będzie to taki kolor jaki możemy uzyskać opalając się naprawdę. Mam nadzieję, tylko że nie przechwalę Lirene, Body Arabica i nadal będzie się spisywał na medal. Efekt nawilżenia jest dobry, skóra po zastosowaniu wygląda na zdrową, a pierwsze efekty możemy zauważyć już w kilkanaście minut po aplikacji :) Wydajność ok, po miesiącu stosowania w podanej wcześniej częstotliwości zużyłam 1/3 opakowania :) 
250ml / 13, 29zł

Balsam spisuje się tak dobrze, że nie miałam okazji wypróbować ostatniego z moich zakupów, czyli Lirene, samoopalający mus nawilżający, do twarzy i ciała nic straconego zrobię to, gdy balsam się skończy się balsam. A nie sądzę bym miała okazje złapać słońca przed sierpniem :) Skusiłam się, gdyż miał wiele pozytywnych opinii, ma nadzieję, że mnie nie rozczaruje.
150ml / 19,99zł

 ↓↓ OBSERWUJ BLOGA, JEŚLI CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO Z POSTAMI ↓↓

PODOBNE POSTY

20 komentarze

  1. Mus nawilżający akurat mam i stosowałam fajny produkt ale trzeba perfekcyjnie rozprowadzić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam kiedyś balsam brązujący z Lirene i dobrze się sprawdzał :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam żadnego z tych kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem bardzo ciekawa tego balsamu w sprayu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam ten balsam Vaseline :) Powoli kończę już chyba czwartą butelkę, ale ja mam wersję zółtą :) Od aloesowej zaczynałam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem ciekawa Vaseline w sprayu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie ten balsam w sprayu to zwykły bajer, dosyć drogi :P

    OdpowiedzUsuń
  8. nie miałam nigdy żadnego z tych kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Można pozazdrościć wstrzemięźliwości :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mam nic z Twoich nowości, ale moje zakupy w czerwcu też były małe :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Skusiłam się na mus z Rossmanna i jestem ciekawa jak się sprawdzi. Vaseline mnie kusi:)

    OdpowiedzUsuń
  12. nie znam tych produktów, czytałam jedynie o balsamie w sprayu vaseline, że gorzej nawilża od jego tubkowych braci

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo zaciekawilaś mnie tym balsamem w sprayu, może być to ciekawa opcja :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Faktycznie dosc oszczednie, ale czasem umiar jest o wiele lepszy od przepychu ;)

    Pozdrawiam
    http://dookola-swiata-w-jeden-dzien.blogspot.ch/

    OdpowiedzUsuń
  15. O tym balsamie z Lirene słyszałam i czytałam już wiele dobrego:) Sama jeszcze go nie miałam.

    OdpowiedzUsuń

@weemini