Ambasadorka LPM

Na początku lipca dostałam od marki Le Petit Marseillais w ramach akcji promocyjnej paczkę, która zawierała dwa pełne produkty, oraz pr...


Na początku lipca dostałam od marki Le Petit Marseillais w ramach akcji promocyjnej paczkę, która zawierała dwa pełne produkty, oraz próbki "Kremowego żelu pod prysznic - Kwiat pomarańczy", oraz "Mleczka nawilżającego z masłem shea, olejem migdałowym i argonowym". Zapraszam was do przeczytania o moich wrażeniach na ich temat.
Swoją wypowiedź zacznę od tego, że moimi ulubionymi żelami pod prysznic są te od Yves Rocher, ponieważ należą do mniejszości, która mnie nie przesusza. To dla mnie naprawdę ważne, bo nie jestem systematyczna jeśli chodzi o używanie balsamów, czy innych produktów nawilżających; i oprócz zapachu to jedyny warunek, który jak dla mnie musi spełniać żel, bym chciała do niego wracać. "Kwiat pomarańczy" od samego początku ujął  mnie właśnie pięknym, delikatnym zapachem. Dzięki temu wiedziałam jeszcze przed użyciem, że korzystanie z niego będzie przyjemne; jednak nie wiedziałam, że aż tak. Produkt nie pieni się - tu mogę zaskoczyć kilka osób - a jeśli już to delikatnie (tym także przypomina produkty z YR), mnie to akurat nie przeszkadza, ale rozumiem, że dla niektórych może to być wada. Zwykle daleka jestem od przesadnych pochwał, staram się być obiektywna i nie zachwycam wszystkim, ale w tym przypadku naprawdę do powiedzenia mam same dobre rzeczy: żel oprócz pięknego zapachu, który utrzymuje się na ciele; bardzo dobrze nawilża, pozostawia skórę miękką, nawet jeśli nie używa się balsamu (co mnie zdarza się, dość często, ale o tym za chwilę).  Do tego jest dość ekonomiczny, oczywiście nie można spodziewać się cudów, ale naprawdę zaskakuje wydajnością; nawet mnie, której zawsze coś gdzieś spłynie, lub wyleje się :) Na koniec sprawy techniczne za cenę ok 8 złoty dostaniemy 250 ml białego, gęstego produktu, w prostokątnym, dość miękkim opakowaniu z dobrym otworem i zamknięciem. Także jeśli jeszcze nie mieliście styczności z LPM "Kwiat pomarańczy", to gorąco polecam.
Drugim produktem w zestawie było "Mleczko nawilżające"; jak już wspomniałam wcześniej nie używam balsamów systematycznie, męczy mnie ta dodatkowa czynność i to, że trzeba czekać, aż balsam się wchłonie. Jeśli już używam tego typu produktów to sięgam po te specjalistyczne "modelujące", czy "antycellulitowe", ale skoro już dostałam to postanowiłam go sprawdzić i sumiennie się do tego przyłożyć i oto co zauważyłam. Tak samo jak w przypadku żelu (myślę, że to standard dla wszystkich produktów od LPM) mleczko powala zapachem, choć główną nutą jest znany wszystkim dobrze argan, to po czasie uwalnia się przyjemna kwiatowa woń, która również długo się utrzymuje, niestety nie czuje tu migdałów. Nie zauważyłam też, żeby zapachy mieszał się ( "przykrywają" się, tak że czuć tylko balsam). Mleczko ma lekką, delikatnie mokrą, ale zbitą konsystencje i biały kolor. I co mnie bardzo przyjemnie zaskoczyło bardzo szybko się wchłania (wiem, że to powinno odróżniać mleczko od balsamu, jednak przywykłam, iż zwykle to tylko nazwa; nie mająca wiele wspólnego z cechami produktu), zostawia jednak delikatny filtr, który może przeszkadzać (mi przeszkadza). Jednak jego największą zaletą jest nawilżenie, naprawdę przy systematycznym używaniu (aby zobaczyć pierwsze efekty wystarczą 3-4 dni) zauważyłam, że skóra jest miękka i nawilżona, nie tylko optycznie, ale naprawdę wydaje się być odżywiona (taki efekt wcześnie uzyskałam tylko w przypadku produktów: od Neutorgeny, wycofanego z polskiego rynku St Ives i balsamu z apteki od SVR). W tym przypadku również opakowanie jest dość miękkie, nie ma to już takiego znaczenia, gdyż mamy pompkę, która działa bez zarzutu i bardzo ułatwia dozowanie mleczka, które również możemy dostać już w wielkości 250 ml za cenę ok 16 złotych.
Słowem zakończenia, chcę tylko powiedzieć, że produkty te naprawdę zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie, czego nie spodziewałam się; z rozdanych najbliższym próbek wiem, że i im przypadły do gustu. Są to produkty pewne, do których szczerze gotowa jestem wrócić, a nawet i wypróbować inne od  Le Petit Marseillais, także jeśli się wahacie, to zupełnie niepotrzebnie :) Po raz pierwszy chyba mogę polecić jakiś produkt, bez doszukiwania się wad. Nie oszukujmy się jednak żele i balsamy nawilżające maja sporą konkurencję i mimo, iż to nie najbardziej wyszukane produkty, to dobrze wiedzieć, że nie wszystko jest tylko chwytem marketingowym. Dla zainteresowanych zdjęcia opakowań, składu i paczki, którą otrzymałam.  

Chętnie zapoznam się z waszą opinią na temat tych produktów :)




 ↓↓ OBSERWUJ BLOGA, JEŚLI CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO Z POSTAMI ↓↓

PODOBNE POSTY

4 komentarze

  1. gratulacje :) ciekawa paczuszka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko te balsamy mają jeden minus mają parafinę czego nasza skóra po dłuższym czasie ma już dosyć :)
    Ja nie wiem czy kupować żel bo nie każdy mi sie podoba a szkoda żę próbek nigdzie nie można dostać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moze każdy zel po kolei? :) Ja mie zwracam uwagi na parafine i slsy - ale rozumiem, ze niektorym to przeszkadza :)

      Usuń
    2. nie wiem czy kupić bo kupie go a w nie których sklepach jest nawet po 12 zł i mi sie nie spodoba ... dla tego jak dla mnie zawsze w gazetach jak jest reklama to powinna być próbka .

      Usuń

@weemini